niedziela, 13 września 2015

#8 Recenzja "Morfina" Szczepan Twardoch

"Jestem Konstanty Willemann, dżentelmen, utracjusz, dziwkarz i narkoman. Nigdy nie brakowało mi pieniędzy. Lubię zadawać się z artystami i pisarzami. Lubiłem. Lubię kobiety. (...) Lubię morfinę, zmrożoną wódkę i szampana, kokainą nie pogardzę." 

 W taki sposób niejednokrotnie, w delikatnie zmodyfikowanych wersjach przedstawia się sam, główny bohater powieści "Morfina" autorstwa Szczepana Twardocha. Książka ta nagrodzona Paszportem Polityki za rok 2012 oraz nominowana do Nagrody Literackiej Nike 2013 całkowicie zawładnęła moim sercem i umysłem przez ostatnie dni i na długo tam zostanie. Dawno już żadna lektura tak mnie nie pochłonęła i nie zachwyciła. Twardoch w sposób niezwykły i genialny połączył ze sobą historyczne tło upadku kampanii wrześniowej, dekadentyzm oraz sensacyjną fabułę. 

"Rozdartym, zbolałym, półtrupem uczyniła mnie moja matka, mieszańcem bez serca i ojczyzny, bez duszy w piersi albo z dwoma duszami miszlingiem bękartem podrzutkiem nikim."

 Konstanty Willemann, oficer rezerwy 9 pułku ułanów jest synem śląskiej mieszczki Katarzyny Willemann i niemieckiego arystokraty Baldura von Strachwitza. Matka jego jako młoda dziewczyna podejmuje decyzję dotyczącą swojej narodowości i postanawia zostać Polką. Na idealnego Polka postanawia wychować również swojego syna. Zdominowany przez matkę przyjmuje narzuconą sobie rolę. Za bycie dobrym synem dostaje wynagrodzenie w postaci czeków, które pozwalają mu prowadzić życie utracjusza, pokazywać się i bywać w popularnych lokalach oraz przyjaźnić się z śmietanką towarzyską kulturalnej Warszawy. Resztę swojego czasu rozdziela pomiędzy żonę Helę, syna Jureczka i swoje liczne kochanki. Szczególną sympatią darzy kurwę Salome. 

 Wszystko się zmienia gdy wybucha wojna i kończy się klęską Polski. Kostuś nie może być już hedonistą, musi przyjąć nowe, panujące realia. Warszawa jaką znał już nie istnieje. Nie ma już stolicy artystów. Niemcy ukradli mu jego miasto, jego życie i jego rozrywki. Warszawa została zgwałcona i jest już jedynie smutnym trupem. Zagubiony, próbuje dalej żyć normalnie mimo historii, która pragnie go w swoich szeregach. Splotem różnych wydarzeń zostaje on wciągnięty wbrew sobie w konspiracje. Korzystając ze swojego niemieckiego pochodzenia, ma Niemca udawać. I to udawać przed wszystkimi, stać się zdrajcą w oczach rodziny i przyjaciół. Konstanty pragnąc zobaczyć w sobie bohatera i patriotę podejmuje się tej kolejnej roli w swoim życiu. 

"Oto najwyższe poświęcenie dla ojczyzny, pozbyć się dla niej nie życia, co potrafi byle żołnierz, ale zaprzeć się samego siebie, własnego imienia i honor, przyjąć nie tylko kule, ale gorzej, przyjąć dumnie obelgi i plwociny, które na mnie niechybnie zlecą."

  Konstanty jest bardziej antybohaterem niż bohaterem. Twardoch zbudował postać budzącą bardzo skrajne odczucia u czytelnika. Jest on kanalią, ma w nosie ojczyznę, gardzi wszystkim co dla innych ważne i wartościowe. Zdradza, narkotyzuje się, ma ludzi za nic. Wyśmiewa wojnę i walczących. Nie da się jednak w pewnym momencie do Kostka sympatii nie poczuć. Jego wewnętrzna szamotanina, brak stateczności i to w jaki sposób przełamuje mit Polaka walczącego sprawia, że jest on postacią barwną i prawdziwą. Realną. 

 "Morfina" jest powieścią, której centralnym punktem jest poszukiwanie swojej tożsamości. Tak tożsamości narodowej jak i tożsamości jako mężczyzny. Konstanty "stłamszony" przez kobiety swojego życie przyjmuje role jakie one mu narzucają. Każda oczekuje od niego czegoś innego. Zamiennie być ma mężem, kochankiem, podporucznikiem, morfinistą, ojcem. Mężczyzna gubi się i sam bez przerwy zadaje sobie to samo pytanie : Kim jestem ? Znalezienie odpowiedzi nie jest jednak proste. Próbę odnalezienia jej podejmuje poprzez czynny udział w akcji konspiracyjnej. Zyskuje w ten sposób szansę na zapełnienie pustki w sobie i świadomy wybór narodowości. Bohater Twardocha nie może być bowiem bezczynny, bezczynność go zabija i trwoni jego potencjał. Bohater ten potrzebuje Polski bardziej niż ona potrzebuje jego. 

"Nie jesteś kszatriją, Kosteczku. Jesteś rozerwany wpół, jesteś tylko bólem i rozpaczliwą tęsknotą i pustką i cię nie ma, jak możesz więc być kimkolwiek, skoro cię nie ma, Kosteczku ?"

 Interesującym punktem "Morfiny" jest również cyniczne spojrzenie autora na Polskość i Polaków. Nie znajdziemy tu typowego górnolotnego zachwytu nad naszą odwagą i walecznością. W tej książce bywamy śmieszni, ograniczeni i zacofani. Czcimy symbole i przedmioty. Chwalimy idee, nie do końca szanując przy tym ludzi i ich życia. Przykładem może być kapitan Pawlikowski i taksówkarz. 

 Dużą przyjemność w czasie lektury sprawiło mi wyobrażanie sobie przedstawionej Warszawy. Autor w pyszny sposób odtworzył obraz i klimat tamtej stolicy. Mieszkańcy nie zdający sobie sprawy z nadchodzącej tragedii i terroru mocno zapisali się w mojej w pamięci.  

 Szczepan Twardoch w sposób jak dla mnie mistrzowski zbudował narrację. Jest ona stworzona w taki sposób aby jeszcze dokładniej skupić się na rozdarciu wewnętrznym Willemanna. W "Morfinie" występują bowiem dwa głosy narracyjne, które przeplatają się ze sobą. Jednym z nim jest nasz protagonista drugim szara przyjaciółka, tajemnicza kobieta, która nie odstępuje go na krok. Jest wszystkowiedząca, zna losy wszystkich pojawiających się bohaterów i bywa, że dzieli się tym z czytelnikiem dzięki czemu mamy szerszy pogląd na przyszłość. Kim jest owy głos, pozostaje się nam tylko domyślać. 

 "Czym jest historia Kosteczku? Nawozem, pożywieniem czarnych bogów, sumą jęków i łez, pyłem i prochem."

  Czytając "Morfinę" o ile ubywało jej kartek tym byłam pod coraz większym wrażeniem pióra pana Twardocha. Nieczęsto zdarza się aby proza, tym bardziej polska tak mnie zahipnotyzowała. Soczysty język, wpółobłąkańcza narracja i nieszablonowa historia sprawiają, że pragnie się więcej i więcej. Polecam serdecznie jeśli fanami takiej literatury jesteście a nie mieliście jeszcze okazji z tą pozycją się zapoznać. Nie jest to bowiem książka dla każdego, wymaga skupienia i zrozumienia. Niektórych sposób narracji oraz zdarzające się autorowi literackie gadulstwo mogą zmęczyć, znudzić bądź odstraszyć. U mnie ląduje w ulubionych. Pokochałam nawet okładkę.

Moja ocena : 6/6


Tytuł oryginalny : Morfina 
Autor : Szczepan Twardoch
Liczba stron : 584
Wydawnictwo : Wydawnictwo Literackie

13 komentarzy:

  1. Książkę mam, ale jeszcze jej nie przeczytałam. Przyznam, że trochę obawiam się jak na nią zareaguję i czy będę w stanie zobaczyć w historii i w stylu pisania te wszystkie zalety, dlatego na razie jeszcze musi poczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze zachęcam, też nie byłam z początku do niej przekonana ale wystarczyło tylko zacząć :)

      Usuń
  2. Szczerze powiedziawszy, nie czytam tego typu literatury na co dzień i pomimo tych wszystkich zalet, podziękuję.

    Pozdrawiam :) Insane z przy-goracej-herbacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie Morfina jest zachwycająca. Co prawda, ma specyficzny język, narrację, ale to tylko podkreśla jej wyjątkowość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie, ta cała specyfika nadaje jej tylko więcej niesamowitego klimatu, żałuje aż, że zabrałam się za nią tak późno :)

      Usuń
  4. Czytałam o tej książce sporo pochwalnych opinii i i widzę, że Ty również wyrażasz się na jej temat niezwykle pochlebnie. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak koniecznie zapoznać się bliżej z ''Morfiną''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! :) Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz i zachwycisz się tak jak ja :)

      Usuń
  5. Zauważyłam, że wiele osób chwali tą książkę, więc może sama się skuszę i spróbuję:)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Morfina" jest świetną książką, "Drach" zresztą też! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Drach" również jest w planach! Szczerze, nie mogę się doczekać :)

      Usuń
  7. Dużo słyszałam o tej książce, a Twoja recenzja tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od jakiegoś czasu książka jest na mojej liście, zatem cieszy mnie tak dobry odbiór :)

    OdpowiedzUsuń