niedziela, 6 września 2015

#6 Recenzja "Pielgrzym" Terry Hayes

 Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami i recenzjami polowałam na Pielgrzyma i nie mogłam się doczekać jego lektury. Może zawiniły moje zbyt wygórowane oczekiwania, może zbyt duża ilość przeczytanych książek o takiej tematyce ale nie jestem z tej lektury do końca zadowolona. Dzieło Hayesa niestety mnie rozczarowało. 

 Głównym bohaterem Pielgrzyma jest Scott ( jest to oczywiście jedno z wielu imion, których używa, prawdziwego nigdy nie poznajemy ). Jest on, jak dowiadujemy się od innych postaci występujących w książce najlepszym na świecie agentem wywiadu. Poznajemy go w momencie, w którym porzuca on swoją niebezpieczną pracę i próbuje normalnego życia zwykłego obywatela. Nie jest to próba udana. Jego przyjaciel (jeśli możemy go tak określić) Ben Bradley komisarz nowojorskiej policji prosi go o konsultacje w sprawie zagadkowego morderstwa. Ofiara jest niemożliwa do zidentyfikowania. Zanurzona w wannie z kwasem pozbawiona została twarzy oraz odcisków palców. Dodatkowo kobiecie wyrwano zęby. Miejsce zbrodni zaś zostało idealnie wyczyszczone z wszelkich dowodów i odcisków palców. Interesujące jest to, że do dokonania tej zbrodni doskonałej została użyta wiedza zawarta w książce napisanej przez naszego głównego bohatera. 

 Scott nie zdaje sobie sprawy, że angażując się w śledztwo skazuje się na powrót z emerytury. Dostrzeżony przez byłego szefa zostaje przydzielony do sprawy wagi światowej. Jego zadanie jest wytropienie i powstrzymanie arabskiego terrorysty, którego planem jest rozprzestrzenienie wysokiej zjadliwości wirusa czarnej ospy i zranienie Stanów Zjednoczonych. Bohater w pojedynkę ma dokonać tego co nie udało się żadnemu wywiadowi na świecie. Nie posiadając praktycznie żadnych danych ma dowiedzieć się kim jest tajemniczy Saracen.

 Akcja Pielgrzyma od pierwszej do ostatniej strony nie zwalnia. Razem z Scottem przemieszczamy się zarówno na mapie jak i za pomocą wspomnień w czasie. Jest to oczywiście zasługą pana Hayesa, który będąc scenarzystą filmowym doskonale zna się na swojej pracy i wie jak sprawić by widz, a w tym wypadku czytelnik nie mógł się oderwać od przedstawianej historii. Powieść jak dla mnie jest właśnie taką książkową hollywoodzką produkcją. Mamy super tajnego agenta, mamy świat w obliczu zagłady i okrutnego superzłoczyńce. Oczywistym też jest fakt, że tylko Scott, agent na emeryturze jest w stanie uratować wielką Amerykę przed złem jakim jest grożący jej atak i wybuch epidemii, która zdziesiątkowałaby światową populację. Brzmi zdecydowanie jak filmowy hit. 

 Tytułowy Pielgrzym jako najlepszy z pracowników wywiadu posiada niezwykły zmysł obserwacji i potrafi dostrzegać i kojarzyć fakty, które dla innych są niedostępne. Jest mężczyzną bystrym, czasami ironicznym i z dużym zapasem szczęścia, które przez całą książkę ratuje mu tyłek. Jego postać zbudowana jest dobrze aczkolwiek autor próbując chyba przez to nadać mu charakteru niepotrzebnie zrobił z niego narkomana. Żadne jego zachowania w książce o tym nie świadczą i nie ma to żadnego wpływu na fabułę.   

 Ciekawszą postacią z psychologicznego punktu widzenia jest główny antagonista powieści - Saracen. Szczątkowe opisanie jego tragicznego życia w zepsutej ojczyźnie zaciekawia. Na duży plus zasługuje również pokazanie przez Hayesa na podstawie jego historii jak w młodym chłopcu rodzi się i kiełkuje fanatyzm. Z tego fanatyzmu zaś powstaje terrorysta gotowy zabijać bez oporów i wyrzutów sumienia. 

 Wśród bohaterów warto wyróżnić też Bradleya. Jest on, szczególnie dla amerykańskiego czytelnika przykładem dobrego obywatela, patrioty i wzorem bohaterstwa. Czyli jest taki jaki każdy dobry Amerykanin powinien być. Policjant ryzykujący własnym życiem i ratujący ludzi podczas ataku na WTC ma działać na emocje, wzruszać i budzić sympatię czytelnika. 

 Mimo irytującego mnie wywyższania USA powieść czytało mi się bardzo dobrze. Autor posługując się lekkim językiem, sprawia, że pochłania się ją bardzo szybko i łatwo. Główny wątek zbudowany jest ciekawie i logiczne. Wszystkie wątki łączą się w spójną całość. Każdy rozdział kończy się w taki sposób, że od razu chce się przejść do następnego. Skakanie Scotta "w czasie" pozwala lepiej zrozumieć czytelnikowi postacie i motywy, które kierują ich postępowaniem.  

 Ciekawym i mocnym punktem pielgrzyma jest pokazanie terroryzmu i jego ewolucji w dzisiejszym świecie. Metody się zmieniają, wróg jest coraz inteligentniejszy. Hayes zmusza do zastanowienia i zdania sobie sprawy z możliwych zagrożeń. Sama w pewnym momencie zastanawiałam się nad tym czy w rzeczywistości taki atak mógłby być aż tak prosty i o ilu niebezpieczeństwach czyhających na naszym progu jako szarzy obywatele nie zostaliśmy poinformowani przez "wielkich" tego świata.

 Rozczarowaniem w Pielgrzymie było dla mnie zakończenie. Nie pasowało mi jakoś ono do charakterów bohaterów. Moim zdaniem wedle wzorca podjąć powinni decyzje zgoła inne. Może jednak tylko mi się tak wydaje. 

 Podsumowując całą recenzję Pielgrzym pana Hayesa jest naprawdę dobrze skonstruowaną i wciągającą powieścią sensacyjną. Jest to lektura łatwa, przyjemna i nie zmuszająca czytelnika do głębszego skupienia. Patrząc na wątek szpiegowski brakuje mi w nim całkowicie realizmu. Nie umywa się do powieści takich autorów jak Tom Clancy, który jak dla mnie jest mistrzem jeśli chodzi o ten gatunek. Mimo tego jest to pozycja, którą niewątpliwie warto poznać. Wzorem wielu czytelników na całym świecie wam Pielgrzymem może przyjdzie się zachwycić i szczerze go pokochać. Jest to bowiem kawał dobrej rozrywki.

Moja ocena : 4/6


Tytuł oryginału : I Am Pilgrim 
Autor : Terry Hayes
Tłumaczenie : Maciej Szymański
Liczba stron : 768
Wydawnictwo : Rebis

12 komentarzy:

  1. Mi się ta książka straaasznie podobała,więc nie zgadzam się z Twoją ocenam. Oczywiście każdy ma swój gust. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest w książkach najlepsze ;) Każdy ma inny gust i lubi coś innego, przez co każda powieść zostanie przez kogoś przygarnięta i pokochana ^^ Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Myślę, że mi mogłaby się spodobać. Będę miała na uwadze :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się być ciekawa, dopiszę do swojej listy ''do przeczytania''. Powodzenia w blogowaniu i będę zaglądać. Zostaję drugim obserwatorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciekawa :) dziękuje, mam nadzieję, że nie rozczaruje ^^

      Usuń
  4. Szkoda, że zakończenie jest rozczarowujące, ale mimo to ogólnie oceniasz książkę całkiem pozytywnie, dlatego będę miała ją na uwadze w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałem o tej książce wiele dobrego, Twoja recenzja jest wyważona, podkreśla wady i zalety, ale wygląda na to, że warto dać książce szansę

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś umknęła mi ta książka, bo nie przypominam sobie ani tytułu, ani nazwiska autora, ale myślę, że kiedyś może po nią sięgnę. Wprawdzie już wiem, że to raczej lekkie czytadło ze schematami o superbohaterze ratującym świat, ale dla rozrywki, czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś w tych antagonistach jest, że często są ciekawiej skonstruowani niż pozytywni bohaterowie...
    Nie znam ani książki, ani autora, ale opis fabuły brzmi ciekawie. Może się skuszę :)
    Pozdrawiam,
    Szara kawiarenka

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę swego czasu gorąco polecała A. Dziewit i już wtedy byłam zainteresowana :) Dlatego z chęcią przeczytam w miarę wolnego czasu i dostępu do książki :)
    Dziękuję za polubienie mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra sensacja zawsze jest w cenie, co prawda sama nie czytam, ale mężowi polecę. Może przymknie oko na te małe minusy, które znalazłaś.

    OdpowiedzUsuń